IV ROK. Myśli i próby samobójcze

Wracam do Was ponownie – jako kapłan, ale też jako suicydolog, który spędził wiele godzin na rozmowach z osobami w kryzysie i w żałobie po śmierci samobójczej. Nie ma cięższego tematu w mojej pracy duszpasterskiej i naukowej niż ten, który dziś podejmuję. Mówimy o granicy, na której człowiek – często młody, czasem bardzo młody – decyduje się zadać sobie ten najstraszniejszy cios, albo tak silnie o tym myśli, że każdy kolejny dzień staje się walką o przetrwanie. Proszę, byście czytali ten tekst powoli, z otwartym sercem, a jeśli poruszy on w Was osobiste, bolesne wspomnienia – pozwólcie sobie na chwilę zatrzymania i, jeśli to możliwe, na rozmowę z kimś zaufanym.

Myśli, plany, próby – czym różnią się od siebie

W suicydologii rozróżniamy kilka etapów kryzysu samobójczego. Myśli samobójcze bierne to poczucie, że „lepiej by mnie nie było” albo „chciałbym zasnąć i się nie obudzić” – bez konkretnego planu działania. Myśli czynne to już konkretne rozważanie sposobu odebrania sobie życia. Plan samobójczy oznacza sprecyzowanie metody, czasu, okoliczności. Próba samobójcza to działanie podjęte z zamiarem odebrania sobie życia, które – z różnych powodów, czasem przypadkowych – nie zakończyło się śmiercią. Każdy z tych etapów zasługuje na taką samą powagę i troskę; nieprawdą jest, że tylko „poważne” próby wymagają reakcji.

Jedno z najważniejszych odkryć klasycznej suicydologii, sformułowane przez Edwina Shneidmana, twórcę tej dziedziny nauki, dotyczy ambiwalencji. Zdecydowana większość osób w kryzysie samobójczym nie chce w sposób absolutny przestać istnieć – chce, by przestał istnieć nieznośny ból, który aktualnie odczuwa. To rozróżnienie ma ogromne znaczenie duszpasterskie i praktyczne: jeżeli zdołamy zmniejszyć ból, poszerzyć perspektywę, dać choć promyk nadziei, ta sama osoba, która jeszcze wczoraj planowała odebranie sobie życia, może z ulgą przyjąć propozycję pomocy. Rozpacz kłamie, mówiąc, że wyjście jest tylko jedno.

Godność, której nie mierzy się użytecznością

Święty Jan Paweł II w encyklice Evangelium Vitae napisał, że życie ludzkie jest święte, ponieważ „od samego początku domaga się «stwórczego działania Boga» i pozostaje na zawsze w specjalnym odniesieniu do Stwórcy, jedynego swego celu” (Evangelium Vitae, 53). To zdanie jest teologicznym fundamentem, którego rozpaczający człowiek najbardziej potrzebuje usłyszeć: Twoja wartość nie zależy od tego, co potrafisz zrobić, ile osiągnąłeś, jak bardzo jesteś „przydatny” rodzinie czy społeczeństwu. Wynika z samego faktu, że jesteś – stworzony z miłości i do miłości.

Cierpienie związane z myślami samobójczymi bardzo często rodzi się właśnie z odwróconej logiki użyteczności: „Jestem ciężarem. Beze mnie innym byłoby łatwiej. Moje życie nie ma wartości, bo nic nie wnoszę”. To fałszywe rozumowanie, choć subiektywnie przeżywane jako oczywista prawda, jest jednym z najbardziej charakterystycznych zniekształceń poznawczych w kryzysie suicydalnym. Zadaniem duszpasterza, terapeuty, rodziny i przyjaciół jest nieustanne, cierpliwe przypominanie: godność człowieka jest darem, a nie zasługą. Nikt nie musi na nią zapracować i nikt nie może jej stracić – nawet przez chorobę, niepełnosprawność, porażkę życiową czy grzech.

Poczucie odrzucenia jako rdzeń kryzysu

W bardzo wielu historiach, które słyszałem, powtarza się ten sam motyw: poczucie bycia niechcianym, niepotrzebnym czy ciężarem. Odrzucenie przez rodzica, przez rówieśników, przez ukochaną osobę, przez wspólnotę, czasem przez samego siebie – kiedy człowiek osądza się surowiej niż ktokolwiek inny. Odrzucenie rani w sposób szczególny, ponieważ dotyka samego rdzenia tego, kim jesteśmy jako istoty stworzone do relacji i przynależności.

Pismo Święte odpowiada na to doświadczenie z zaskakującą czułością. Prorok Izajasz przekazuje słowa Boga: „Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu(…)? A nawet gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Iz 49,15). To jest odpowiedź na najgłębszy lęk osoby w kryzysie: „nikomu na mnie nie zależy”. Bóg mówi: nawet jeśli wszyscy ludzie by Cię zawiedli, Ja Cię nie zostawię. Ta prawda nie usuwa automatycznie bólu psychicznego – ale może stać się kotwicą, do której człowiek wraca, gdy fala rozpaczy znów podnosi się w jego wnętrzu.

Dramat utraty dziecka

Muszę też powiedzieć coś bardzo trudnego, bo doświadczenie duszpasterskie mnie do tego zobowiązuje: czasem, mimo najlepszej opieki, mimo kochającego domu, mimo czujności rodziców i wychowawców, nie udaje się uratować dziecka. Tragedia dokonuje się w kilka minut, często bez żadnego wcześniejszego ostrzeżenia, w pokoju obok, podczas gdy rodzice są w domu. Jeśli ktokolwiek z Was przeżył taką stratę, chcę powiedzieć wprost: to nie jest kara za Wasze grzechy, nie jest dowodem, że byliście złymi rodzicami, nie jest czymś, czemu na pewno dałoby się zapobiec, gdybyście „bardziej uważali, więcej widzieli albo czegoś nie zrobili”. Żal, który nosicie, jest realny i słuszny – ale nie zasługujecie na to, by dokładać do niego brzemię niezasłużonej winy. Bóg, który widział krzyż swojego własnego Syna, rozumie Waszą stratę lepiej niż ktokolwiek na ziemi.

Chcę Wam stanowczo powiedzieć: nie jesteście sami! I może za rzadko Wam to mówimy w Kościele, ale modlimy się za Was i jesteście dla nas ważni. Niekiedy nawet my – duszpasterze nie do końca umiemy zachować się wobec Waszej straty, która jest tak ogromna. Ale chcę Was zapewnić – nie jesteście sami. 

Miłosierdzie Boże wobec tych, którzy odebrali sobie życie

Przez wieki funkcjonowało bardzo surowe, a przy tym teologicznie błędne przekonanie, że osoba, która popełniła samobójstwo, automatycznie traci zbawienie. Współczesny Katechizm Kościoła Katolickiego formułuje naukę Kościoła w sposób znacznie głębszy i bardziej miłosierny. Uznaje samobójstwo za poważne naruszenie prawa moralnego, ponieważ życie jest darem powierzonym człowiekowi, a nie jego wyłączną własnością (KKK 2280-2281). Jednocześnie jednak Katechizm wyraźnie stwierdza: „Ciężkie zaburzenia psychiczne, lęk lub poważna obawa przed próbą, cierpieniem lub torturami mogą zmniejszyć odpowiedzialność samobójcy” (KKK 2282), oraz że „nie należy tracić nadziei co do wiecznego zbawienia osób, które odebrały sobie życie. Bóg może dla dróg Sobie tylko znanych dać sposobność zbawiennej skruchy. Kościół modli się za ludzi, którzy odebrali sobie życie” (KKK 2283).

Ta nauka ma fundamentalne znaczenie duszpasterskie. Kościół dziś odprawia Msze Święte pogrzebowe za osoby zmarłe śmiercią samobójczą, modli się za nie i za ich rodziny, i nie osądza stanu ich duszy – bo to osąd należący wyłącznie do miłosiernego Boga, który zna każdą okoliczność cierpienia, choroby i mroku, w jakim ta decyzja zapadła. Jeśli nosicie w sercu stratę bliskiej osoby, która odebrała sobie życie, proszę, byście przyjęli tę prawdę: Kościół nie potępia, lecz otacza modlitwą i nadzieją.

Co możemy zrobić – konkretne kroki

Rozpoznawanie sygnałów ostrzegawczych

  • Nagła zmiana zachowania – wycofanie z relacji, utrata zainteresowań, zaniedbanie wyglądu lub obowiązków.
  • Rozdawanie cennych przedmiotów, „porządkowanie spraw”, pożegnalne wiadomości lub wypowiedzi.
  • Wypowiedzi wprost lub pośrednio wyrażające chęć śmierci, poczucie bycia ciężarem, beznadziejność.
  • Nagły, niewytłumaczalny spokój po okresie głębokiego kryzysu – bywa oznaką, że osoba podjęła już decyzję.
  • Zwiększone sięganie po alkohol lub inne substancje jako sposób na zagłuszenie bólu.

Rozmowa, która ratuje

Badania i doświadczenie kliniczne są tu zgodne: zapytanie wprost „Czy myślisz o odebraniu sobie życia?” nie zwiększa ryzyka – wręcz przeciwnie, otwiera przestrzeń do szczerości i pokazuje osobie w kryzysie, że nie jest sama. Unikajmy moralizowania, bagatelizowania („przesadzasz”, „inni mają gorzej”) czy paniki, która sprawia, że druga osoba zamyka się jeszcze bardziej. Słuchajmy, potwierdzajmy realność bólu, nie próbujmy „na siłę” przekonywać logicznymi argumentami w środku kryzysu – w takim stanie racjonalne argumenty rzadko trafiają, natomiast obecność i akceptacja – tak.

Bezpieczne środowisko

Jeśli istnieje realne ryzyko, kluczowe jest ograniczenie dostępu do środków, którymi osoba mogłaby się skrzywdzić – w praktyce oznacza to np. zabezpieczenie leków, przechowywanie ich poza łatwym dostępem, usunięcie niebezpiecznych przedmiotów z bezpośredniego otoczenia. To nie jest brak zaufania – to konkretny, sprawdzony sposób na przetrwanie najbardziej krytycznych godzin kryzysu, kiedy impuls bywa silny, ale zwykle krótkotrwały.

Profesjonalna pomoc

Modlitwa i wsparcie duchowe są bezcenne, ale nie zastępują pomocy psychiatrycznej i psychologicznej – tak jak nie zastępują leczenia w przypadku złamanej nogi czy zapalenia płuc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia nie wahajmy się skontaktować z pogotowiem ratunkowym, izbą przyjęć szpitala psychiatrycznego czy telefonem zaufania. Towarzyszenie duchowe i terapia mogą i powinny iść w parze.

Rola wspólnoty parafialnej

Parafie mogą stać się miejscem, w którym temat kryzysu samobójczego przestaje być tematem tabu. Grupy wsparcia dla rodzin po stracie bliskiej osoby przez samobójstwo, formacja katechetów i duszpasterzy młodzieży w zakresie rozpoznawania sygnałów kryzysu, współpraca z lokalnymi ośrodkami pomocy psychologicznej – to konkretne działania, które mogą uratować życie i ukoić żal tych, którzy już stracili bliskich.

Modlitwa

Panie Jezu, Ty, który znasz cenę każdego ludzkiego życia, bo za każde z nich oddałeś swoje własne, ogarnij swoim miłosierdziem wszystkich, którzy dziś noszą w sobie myśli o odebraniu sobie życia. Otul opieką dzieci i młodzież narażone na niebezpieczne wyzwania i presję rówieśniczą. Przyjmij do swego miłosierdzia tych, którzy odeszli w rozpaczy, i pociesz serca rodzin, które ich opłakują. Naucz nas rozpoznawać wołanie o pomoc ukryte pod pozorną obojętnością czy milczeniem, i daj nam odwagę, by zawsze reagować z miłością, a nie z lękiem czy osądem. Amen.

Uwaga duszpasterska: jeśli Ty lub ktoś z Twoich bliskich doświadcza obecnie myśli samobójczych, nie zwlekaj z szukaniem pomocy. Zadzwoń pod numer 116 123 (Telefon Zaufania dla Osób Dorosłych w Kryzysie Emocjonalnym) lub 112 w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. Dla dzieci i młodzieży dostępny jest Telefon Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111. Modlitwa i wsparcie duchowe są cennym uzupełnieniem, ale nigdy nie zastępują natychmiastowej pomocy specjalistycznej w sytuacji zagrożenia życia.

ks. Tomasz Marek Trzaska