niszczy wolność, miłość szczęście… życie (również wieczne)
By obronić się skutecznie przed czyhającymi w świecie niebezpieczeństwami (m.in. pornografią) trzeba najpierw posiąść rzetelną wiedzę na ich temat. Na czym polega niebezpieczeństwo, co niszczy w życiu człowieka, skąd zagraża, jak się przed nim bronić i jak wyzwalać się gdy już się stało ofiarą, upadło.
By poważnie pochylić się nad tym tematem trzeba najpierw uporządkować podstawowe pojęcia. Bowiem bałagan pojęciowy utrudnia diagnozę i rozpoznanie co jest dobre a co złe dla człowieka i tym samym ułatwia oszukanie go przez ukazanie ewidentnego zła jako dobra. Mistrzem na tym terenie jest ojciec kłamstwa przewyższający intelektem człowieka. Człowiek nie powinien wdawać się w dyskurs ze złym, (mistrzem manipulacji) bowiem zawsze przegra. Przykładem jest Ewa w raju, która w gruncie rzeczy podjęła rozmowę w obronie Pana Boga tłumacząc, że pozwolił im jeść owoce ze wszystkich drzew z wyjątkiem jednego…
SZCZĘŚCIE
Podstawowym pojęciem domagającym się precyzyjnego zdefiniowania jest szczęście. Wszak człowiek jest jedyną istotą stworzoną dla niego samego, by był szczęśliwy zarówno na ziemi jak i w wieczności. Nie ma żadnej sprzeczności miedzy szczęściem tu i tam – jest pełna spójność, wręcz zależność. Człowiek prawdziwie szczęśliwy na ziemi (czyli de facto święty), przechodzi, chciałoby się powiedzieć „tanecznym krokiem” do szczęścia wiecznego. Pokazał to nam cudownie Jan Paweł II. Nie chciał uporczywej terapii podtrzymującej sztucznie Jego życie. Powiedział: pozwólcie mi pójść do domu Ojca. On chciał już tam iść. Po Jego śmierci wszyscy czuliśmy, że poszedł (jak to się mówi) z butami prosto do nieba. Lud Rzymu w genialnej intuicji wypisał na transparentach: subito santo (natychmiast święty). I rzeczywiście, w krótkim czasie Kościół ogłosił go świętym. Tę ważną prawdę, że prawdziwe szczęście na ziemi daje świętość, bezbożny i wynaturzony świat poddany ojcu kłamstwa próbuje negować. Puszcza w eter kusząco brzmiące, sprytnie sformułowane hasła: „Grzeczne dziewczynki idą do nieba a niegrzeczne mają raj na ziemi!” Wystarczy chwila namysłu by zdemaskować to zachęcająco brzmiące hasło. Jaki raj na ziemi ma dwunastoletnia dziewczynka gdy właduje się (bezmyślnie) w świat alkoholu, narkotyków i seksu? Rujnuje swoje życie, nierzadko nieodwracalnie, już na jego starcie. Nie tylko swoje. Bezradnie patrzą na to zrozpaczeni rodzice, rodzeństwo, krewni i przyjaciele. A ona biedna, oszukana buńczucznie pokrzykuje: odczepcie się ode mnie, mam prawo do swojego szczęścia. Nawet nie zdaje sobie sprawy jak tragicznie myli pojęcia.
POWOŁANIE
A zatem czym jest prawdziwe szczęście? Najlepiej to wie Stwórca, który bardziej od nas samych pragnie naszego szczęścia. On ma dla każdego plan na pełnię szczęścia. Ten plan należy odkryć i wypełnić. Im człowiek jest bliższy tego planu tym obiektywnie rzecz biorąc jest szczęśliwszy. Ten plan nazywamy powołaniem. Tak więc trafne odkrycie swego powołania i wypełnienie go wiernie do końca decyduje o szczęściu człowieka. Najogólniej można powiedzieć, że wszyscy jesteśmy powołani do miłości z tym, że mężczyźni na drodze ojcowania a kobiety na drodze matkowania. Ojcowanie i matkowanie w rodzinie, mimo, że najpowszechniejsze nie wyczerpuje możliwości ojcowania i matkowania w świecie. Można te funkcje pięknie wypełniać w życiu konsekrowanym (np. święty Jan Paweł II, święta Matka Teresa z Kalkuty) a także w życiu samotnym (np. sługa boża Wanda Błeńska – matka trędowatych). Mężczyzna bez ojcowania i kobieta bez matkowania nie będą sobą, a więc nie mogą być w pełni szczęśliwymi.
Tymczasem świat poddany złemu duchowi łechcąc pychę człowieka mówi mu: ty sam jesteś kreatorem. Ty sam możesz ustalić co jest dobre a co złe, co ci przyniesie szczęście. I człowiek ustala: Matka ma prawo zamordować swoje jeszcze nieurodzone dziecko! Jest to tak ważne prawo, że należy je zapisać do konstytucji (ponad 90% parlamentarzystów we Francji za tym głosowało). Każdy kto się temu „prawu” przeciwstawia będzie karany. Grzywną, więzieniem pozbawieniem prawa wykonywania zawodu lekarza – w przypadku odmowy aborcji przez lekarza ginekologa… Przykłady sprzecznego z dekalogiem prawa stanowionego można by mnożyć. Prawo stanowione sprzeczne z prawem naturalnym wszczepionym w naturę człowieka przez Stwórcę i zapisanego w przykazaniach Bożych zawsze pozostanie nielegalne. Jego realizacja zawsze niszczy człowieka jego życie i szczęście. Nie wolno go zaakceptować, ani korzystać z jego „dobrodziejstwa” żadnemu uczciwemu człowiekowi (nie tylko wierzącemu katolikowi).
CIAŁO LUDZKIE
Zatem człowiek może być szczęśliwy tylko będąc sobą według planu Stwórcy, czyli mężczyzna miłującym ojcem a kobieta miłującą matką. Przyjrzyjmy się bliżej człowiekowi: ma ciało ale nie jest ciałem. Ma wymiar psychiczny, który pozwala mu myśleć, marzyć, planować co oczywiście wyróżnia go jednoznacznie ze świata zwierząt. I wreszcie ma wymiar duchowy przez nas katolików nazywanych duszą nieśmiertelną. W wymiarze ciała dzięki receptorom bodźców możemy odczuwać przyjemność lub przykrość. Ale nawet najsilniejsza przyjemność nie jest szczęściem!!! Przyjemnościami nie może się człowiek nasycić. Co więcej by uzyskać tę samą przyjemność trzeba stale powiększać siłę bodźców (psychiczne prawo znużenia mówi, że powtarzane te same bodźce dają coraz słabszą reakcję). Ideologia hedonistyczna (całkowicie kłamliwa) głosi, że można uzyskać szczęście poprzez zażywanie dużej ilości silnych przyjemności. Iluż oszukanych pogubiło się w pogoni za takim „szczęściem”. Piętro wyżej, w wymiarze psychicznym można przeżyć coś jakościowo większego niż przyjemność. Można przeżyć radość, satysfakcję, poczucie spełnienia… Przeżycia te rodzą spełnione oczekiwania, plany, marzenia… Nadal jednak nie są one szczęściem!!! Oszukańczy świat wmawiający człowiekowi, że jest kreatorem podpowiada diabelski termin samorealizacji. Jak zrealizujesz swoje plany na życie będziesz szczęśliwy. Nie! Będziesz tylko zadowolony, usatysfakcjonowany – chyba że twoje plany pokrywają się dokładnie z planem Stwórcy, wtedy rzeczywiście będziesz szczęśliwy. Misternie zbudowana ideologia indywidualizmu mówi człowiekowi, że może być szczęśliwy sam ze sobą bez Boga i bez innych ludzi a nawet ich kosztem. Iluż, oszukanych przez tę ideologię, ze słowami na ustach: mam prawo do swojego szczęścia odchodzi od Boga i Jego przykazań, od współmałżonka i dzieci… budować „szczęście” po trupach, bez miłości. Jednak takiego szczęścia po prostu nie ma!!!
DUCHOWY WYMIAR SZCZĘŚCIA
Tymczasem szczęście jest zarezerwowane dla wymiaru duchowego. Jedynym jego źródłem jest relacja miłości między istotami posiadającymi wymiar duchowy. Czyli relacja prawdziwej miłości z Bogiem i ludźmi. Prawdziwa miłość jest bezinteresownym darem z siebie. Jest to więc taka relacja, w której ten drugi jest dla mnie taką wartością, że jest ważniejszy ode mnie samego. Jestem zatem gotów poświecić się dla niego swoim kosztem. Ograniczeniem miłości (czyli jednocześnie szczęścia) są: niepełny stan posiadania siebie (stan wolności wewnętrznej, czyli integracji) i niepełna decyzja ofiarowania siebie w miłości.
Tragedią wielu ludzi, niejednokrotnie szczerze pragnących szczęścia jest ograniczenie wolności wewnętrznej przez nałogi. Póki się z nich nie wyzwolą i nie posiadając siebie, nie mogą w pełni ofiarować siebie w miłości póty nie mogą być w pełni szczęśliwymi.
PŁCIOWOŚĆ
Jednym z najczęstszych terenów, na którym ludzie poprzez zniewolenie zaprzepaszczają swoją szansę na szczęście jest piękny i święty teren płciowości. Stworzony by ludzie mogli w miłości przekazywać życie dzieciom. Święty dar płciowości i nierozerwalnie z nim złączony dar płodności ludzie dość powszechnie wypaczają. Wielką negatywną rolę pełni tu pornografia. By się przed zagrożeniem bronić trzeba posiąść wiedzę na jego temat.
Skąd czerpać wiedzę na temat pornografii. We współczesnym świecie trzeba być bardzo ostrożnym w korzystaniu z informacji dostępnych w mass mediach i w internecie. Dlaczego? Ponieważ wielkie pieniądze robione na pornografii i szerzej generowanej przez nią rozwiązłości seksualnej są wykorzystywane do tworzenia reklamy. Każdy producent umieszczając towar na rynku sporą część zysku przeznacza na reklamę. (Prawdziwe jest powiedzenie: reklama dźwignią handlu.) Słowem – negatywne skutki pornografii są ukrywane a rzekome korzyści eksponowane. Moim zdaniem roztropne jest korzystanie jedynie z mediów w których decydent, czy redaktor naczelny swoją osobą gwarantuje rzetelność i prawdziwość przekazywanych informacji. Dla mnie powinien to być praktykujący katolik uczciwie funkcjonujący w życiu prywatnym (wierny, uczciwy małżonek czy wierna powołaniu osoba konsekrowana). Byłbym również ostrożny w korzystaniu z badań ankietowych bowiem wyniki zależą od tego kto je przeprowadzał i na czyje zlecenie. Czy mówiąc wprost za czyje pieniądze. Ostatnio np. „udowodniono”, że dzieci mające jednopłciowych opiekunów prawnych rozwijają się lepiej od dzieci w normalnych małżeństwach heteroseksualnych. „Metodą badań” było przepytywanie jednopłciowych opiekunów prawnych na temat rozwoju powierzonych im dzieci…
Większe zaufanie można mieć do badań statystycznych typu rocznik statystyczny czy spis powszechny. Przykładowo w mieście Oklahoma City zlikwidowano 150 ośrodków rozpowszechniających pornografię i na przestrzeni niespełna 15 lat liczba gwałtów w mieście zmalała o 27% mimo, że w całym stanie w tym czasie wzrosła o 19%.
Po spisie powszechnym w Kanadzie ujawniono, że niespełna 3% obywateli ma zaburzenia orientacji heteroseksualnej. Wywołało to silne protesty lobby LGBT które głosiło, że te procenty są wielokrotnie wyższe. Komu ja wierzę?
AUTORYTETY O PROBLEMIE
Wierzę Bogu i temu co przekazał ludziom w Piśmie Świętym i Dekalogu (m.in. nie cudzołóż i nie pożądaj). Wierzę Chrystusowi, który powiedział: każdy, kto pożądliwie Patrzy na kobietę już w swoim sercu dopuścił się z nią cudzołóstwa (Mt 5,28), oraz że „cudzołożnicy nie wejdą do królestwa”. Chyba, że się nawrócą, nie grzeszą więcej i staną się święci jak Święta Maria Magdalena. Największy grzesznik do końca życia ma szansę odwrócić się od grzechu i odzyskać utracone szczęście. Choć nie ominą go skutki grzechów wg. starego polskiego powiedzenia: Pan Bóg żałującemu wybacza zawsze, człowiek czasem lecz natura nigdy. Wierzę w objawienia m.in. świętej siostry Faustyny, że najwięcej dusz potępionych jest na skutek grzechów nieczystości.
Wierzę autorytetom, które rzetelność przekazywanej wiedzy uwiarygadniają swoją osobistą postawą w życiu. Nigdy bym nie posłał nikogo do „znakomitego” terapeuty, który zażywa szczęścia z czwartą żoną. Dla mnie autorytetem w dziedzinie płciowości jest nie żyjący już lekarz, seksuolog, terapeuta i zakonnik Ojciec Karol Meissner OSB. Na Jego wykładach, rekolekcjach i rozmowach z nim spędziłem setki godzin (tak, tak!). Z pełnym spokojem sumienia mogę tę wiedzę przekazywać dalej mając pewność, że nie ma w niej żadnych przekłamań i nieuczciwości.
Kolejnym źródłem wiarygodnej dla mnie osobiście wiedzy są tysiące rozmów z małżonkami i pojedynczymi osobami przeżywającymi kryzysy. W zdecydowanej większości tych przypadków u podstaw kryzysu leżał nieład seksualny (często połączony z odejściem od Boga i Jego przykazań). Początkiem nieładu była zazwyczaj pornografia i wynikający z niej wprost samogwałt oraz współżycie przedślubne.
PORNOGRAFIA
Co mogę powiedzieć o pornografii na bazie swojej wiedzy i 40 letniego doświadczenia z rozmów w poradni? Celem pornografii jest wywołanie u odbiorcy podniecenia seksualnego domagającego się rozładowania za pomocą samogwałtu. Promujący rozwiązłość seksualną i jej beneficjenci bardzo protestują na używanie terminu samogwałt, które demaskuje jednoznacznie negatywną naturę tego czynu. A mianowicie jest to gwałt na samym sobie. Narzucają używanie terminu masturbacja, który w języku polskim nic nie znaczy a na pewno nie brzmi pejoratywnie, raczej nowocześnie. W wielu publikacjach utytułowani autorzy jawnie kłamią mówiąc, że masturbacja rzadko prowadzi do uzależnień. Co więcej mówią, że jest to normalny etap rozwoju. Tymczasem jest to niekwestionowane zaburzenie i cofniecie się w rozwoju. W okresie dojrzewania kiedy powinna się kształtować orientacja heteroseksualna (jedyna norma zapewniająca przedłużenie gatunku) samogwałt jest cofnięciem się do dzieciństwa, do tak zwanej fazy autoerotycznej. Gdzie jeszcze przy uśpieniu działalności hormonalnej większe zainteresowanie budzi płeć własna niż druga. Samo dokonanie samogwałtu utrwala przeżycie przyjemności seksualnej w niewłaściwym kontekście. A mianowicie wyrwane z kontekstu drugiej płci, z kontekstu trwałej miłości małżeńskiej, z kontekstu płodności. Czyli utrwala się całkowicie wypaczony stereotyp przeżycia przyjemności seksualnej. Osoba całkowicie wyleczona z uzależnienia od samogwałtu musi pamiętać, że jest jak niepijący alkoholik. Nawet po wielu latach w małżeństwie musi stale pilnować by nie używać ciała współmałżonka do dostarczenia sobie egoistycznie przeżywanej przyjemności seksualnej. By nie traktować go przedmiotowo. Ponadto stale powinien pilnować by nie ulec pokusie odgrywania scen widzianych przed laty na filmach pornograficznych. Musi stale pamiętać, że tamte sceny były sztucznie wyreżyserowane i że scenariusze tamtych filmów na pewno nie były pisane przez Ducha Świętego. Czasem (zwłaszcza na początku tego tragicznego doświadczenia) przy oglądaniu pornografii następuje reakcja wytrysku nasienia samoczynnie tylko na skutek bodźców wzrokowych i pobudzonej nimi wyobraźni (bodźce psychogenne). Pornografia jest śmiertelnie niebezpieczna bo szybko prowadząca do uzależnienia. Człowiek uzależniony (do czasu wyzdrowienia) jest pozbawiony przeżyć wyższych. Nie może przeżywać szczęścia bowiem nie posiadając siebie nie jest zdolny do miłości (bezinteresownego daru z siebie samego), jedynego źródła szczęścia. Co więcej, uwięziony w nałogu nie jest w stanie konsekwentnie realizować jakichkolwiek planów życiowych. Jest więc pozbawiony radości (płynącej ze spełniania poza seksualnych oczekiwań), satysfakcji z realizacji planów, czy poczucia spełnienia. Przeciwnie jest nieustannie przygnębiony swoją bezradnością i bezsilnością wobec nałogu. Nałóg potrafi zniszczyć całe życie a nawet chęć do życia i poczucie sensu życia. Co więcej nie tylko niszczy osobę uzależnioną i jej bliskich, ale nierzadko kieruje na drogę przestępstwa i niszczy innych, całkowicie niewinnych ludzi. Nie jest tajemnicą, że sprawcy gwałtów w zdecydowanej większości posługują się pornografią w codziennym życiu (na niej wyrośli) ale też bezpośrednio przed planowanym gwałtem. Nierzadko brutalne gwałty kończą się morderstwem ofiary. Znanym przykładem jest Ted Bundy, który zgwałcił i zmordował kilkadziesiąt dziewcząt i kobiet. Na krótko przed wykonaniem wyroku śmierci rozmawiał ze znanym psychologiem Jamesem Dobsonem. Powiedział, że do 12 roku życia był normalnym radosnym chłopakiem wychowującym się w trwałej porządnej rodzinie. Pornografia zniszczyła mu życie. Powiedział, że świat musi się bronić przed takimi zwyrodnialcami jak on. Jednak skuteczną obroną nie jest mordowanie Tedów, lecz likwidacja pornografii jako przyczyny ich powstawania.
Dzięki pornografii można uzyskać natychmiastową silną przyjemność. Ale gdyby ludzie powszechnie znali prawdę o jej tragicznych skutkach, niejeden zastanowił by się zanim by sięgnął po nią. W Polsce połowa 11-latków miała już kontakt z pornografią a do leczenia terapeutycznego trafiają nawet uzależnione 6-latki.
MECHANIZM UZALEŻNIENIA
Zastanówmy się dlaczego tak wielu ludzi wchodzi na tą śmiertelnie niebezpieczną ścieżkę. Pierwsze już powiedzieliśmy: nie znają prawdy o jej tragicznych skutkach.
W naturę człowieka wpisane są pewne nagrody gdy człowiek robi coś niezbędnego do przetrwania – przyjemność jedzenia, lub przetrwania gatunku – rozmnażanie (przyjemność seksualna). W organizmie wydzielana jest dopamina, potocznie nazywana hormonem szczęścia. Wyrzut dopaminy do mózgu przy oglądaniu pornografii jest znacznie większy niż przy… przyjęciu morfiny. Kokaina co prawda powoduje większą ilość niż pornografia ale po krótkim czasie spada poniżej długo utrzymującego się podwyższonego poziomu dopaminy spowodowanego oglądaniem pornografii. Nasuwa się prosty wniosek, że pornografia silniej uzależnia niż narkotyki!
Dopamina chociaż nazwana jest hormonem szczęścia powoduje silną przyjemność ale nie szczęście. Wręcz przeciwnie – częstą ceną za tę przyjemność jest trwała utrata szczęścia.
DOSTĘPNOŚĆ
Jakie dodatkowe okoliczności przyczyniają się do tak częstego sięgania po pornografię? Przede wszystkim łatwa dostępność. Niemal każde dziecko szkolne ma w kieszeni telefon komórkowy z dostępem do internetu. A nawet jak nie ma swojej komórki, to kolega może mu pokazać pornografię na swoim telefonie. Jeden zdemoralizowany uczeń może zainfekować pornografią całą klasę. Zakazany owoc jest ciekawy i pociągający a niestety dzieci zwykle nie są przygotowane by się skutecznie obronić przed tym zagrożeniem. Każde dziecko pochodzące z dobrego domu powinno zrobić to, co zrobił Święty Dominik Savio: na widok gazety pornograficznej w rękach kolegi, wyrwał mu ją i podarł ją na oczach wszystkich. Może trudno „podrzeć” telefon komórkowy, ale można w inny sposób okazać dezaprobatę dla proponowanych niemoralnych treści. Do tego powinniśmy dziś przygotowywać swoje dzieci.
Powstaje zasadnicze pytanie jak bronić nasze dzieci przed pornografią? Najogólniej mówiąc należy na wszystkie możliwe sposoby ograniczać dostęp do pornografii. A więc blokować dostęp do pornografii na komórkach, komputerach szkolnych i domowych. Nie pozwalać by dziecko pozostawało sam na sam z dostępem do internetu zamknięte w swoim pokoju. Pilnować, by internet nie służył do zabawy tylko był wykorzystywany wyłącznie do celów edukacyjnych i do komunikacji między ludźmi. Rzecz jasna rodzice sami powinni dać przykład takiego korzystania z internetu. Nie wyegzekwujemy od dzieci niczego, czego sami nie egzekwujemy od siebie. Przy czym dziecka nie da się oszukać. Ilustruje to znana anegdota jak dziecko po zakończeniu roku szkolnego dostało dwa razy lanie. Raz jak tacie pokazało świadectwo a drugi raz jak tato zorientował się, że to było jego stare świadectwo… W zamian za odebranie atrakcyjnych zabaw w internecie trzeba dać dzieciom równie atrakcyjne zabawy w rodzinie. Dziś w wielu rodzinach pełnia tę rolę powracające do łask gry planszowe. Powraca czytanie książek. Naszym doświadczeniem jest, że największą atrakcją dla dzieci była opowieść o tym jak tato z mamą się poznali, pokochali. Potem pobrali się w kościele, potem czekali na dzieci, które upragnione pojawiły się po długich latach czekania. Tą opowieść mogliśmy powtarzać niezliczoną ilość razy i zawsze była wielką atrakcją. Trzeba tylko było pilnować by czegoś nie przekręcić bo dzieci doskonale całą historię znały i pamiętały. Również wielką atrakcją było tworzenie drzew genealogicznych i opowieści o dawnych dziejach rodzin mamy i taty. Tak trzeba dzieciom dać coś atrakcyjniejszego niż gierki w komputerze. To wszystko wymaga poświęcenia czasu. Błogosławiony Stefan Kardynał Wyszyński mówił: ludzie mówią czas to pieniądz a ja wam mówię czas to miłość.
Jednak nie łudźmy się, nie jesteśmy w stanie w dzisiejszej dobie zabezpieczyć skutecznie nasze dzieci przed kontaktem z internetową pornografią.
KSZTAŁTOWANIE POSTAW WOBEC ZAGROŻEŃ
Trzeba zrobić coś więcej. Tym czymś jest wychowanie dziecka tak, aby by ono samo (mimo ciekawości i pokusy) potrafiło świadomie odrzucić podsuwaną mu pornografię. Tu już nie wystarczy wiedza dziecka o zagrożeniu, tu potrzebna jest ukształtowana wola, by potrafiło odrzucić coś, co pociąga lecz jest złe i niszczące. Wolę kształtuje się przez samowychowanie. Świadome wychowanie samego siebie z wykorzystaniem dobrowolnie nakładanej na siebie ascezy. Kiedyś dzieci w poście i adwencie nie jadły cukierków. Dziś rodzice katoliccy sami kupują kalendarze adwentowe by dziecko codziennie zjadło czekoladkę… Drobne wyrzeczenia kształtują zdolność odmawiania sobie czegoś z wyższych powodów. Jeżeli dziecko nie zostanie wdrożone do odmawiania sobie rzeczy dobrych w jakiejś dobrej intencji , to gdy stanie przed pokusą przynoszącego przyjemność zła, nie będzie potrafiło sobie tego odmówić. Trzeba powrócić do klasyki wychowania, w której dziecku stawiano wymagania i gdy w efekcie dziecko samo sobie stawiało wymagania. Przypomina się tu znane zdanie Papieża Jana Pawła II: musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali.
Doceniając wagę wpływu rówieśników trzeba stwarzać dorastającym dzieciom środowiska, które jednoznacznie i świadomie dążą do czystości. Takim środowiskiem może być dobrze prowadzona drużyna harcerska, krąg ministrantów, oaza czy nawet schola parafialna.
Ostatecznie jednak jestem przekonany, że tylko w rodzinie można skutecznie zabezpieczyć dzieci przed tragedią utopienia się w pornografii. Rodzice muszą dawać piękny przykład aby swoją postawą pociągać dzieci do podjęcia świadomego trudu samowychowania, prowadzącego do wolności wewnętrznej umożliwiającej odrzucenie nawet bardzo atrakcyjnego zła. Między innymi zła pornografii. Nasze dzieci bardzo wcześnie muszą wiedzieć jakie śmiertelne zło niesie za sobą pornografia i mieć tak ukształtowaną wolę by mimo ciekawości, pozornej atrakcyjności i presji otoczenia chciały i potrafiły to zło radykalnie odrzucić. Do tego potrzeba wyposażonego w prawdziwą wiedzę rozumu i woli ukształtowanej przez samowychowanie i świadomie podejmowaną ascezę.
Oddzielną sprawą jest problem jak pomóc człowiekowi, który już uzależnił się od pornografii. Wymaga to osobnego szczegółowego omówienia. Powiem tylko, że każdy nałóg jest chorobą woli. Do wyjścia z nałogu potrzebna by była silna wola, której po prostu nie ma. Konieczna jest zatem pomoc z zewnątrz. Pomoc taką oferują wspólnoty na drodze dwunastu kroków, ale ostatecznie jest potrzebna pomoc… z nieba. Uzyskana przez modlitwę, sakramenty, adorację i pokorne błaganie o wsparcie swoich uczciwych wysiłków łaską od Boga. Szczerze mówiąc nie znam żadnego wyjścia z nałogu bez nawrócenia. Mówię to nie z pobożności tylko z doświadczenia wieloletnich prób pomagania małżeństwom i osobom przeżywających kryzysy.
Jacek Pulikowski
